Kiedy się doczekam internetu 3.0 ?
Nie lubię narzekać, wolę działać. Niestety w temacie o którym chcę napisać niewiele mogę - poza narzekaniem. A więc ponarzekam.
Dzisiejszy internet ma wszystkie społecznościowe i webdwazerowe ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Web_2.0 ) gwizdki i dzwonki (bells and whistles, czyli wodotryski) jakie sobie można wymarzyć. Cała para jaką można by nazwać 'siłą społeczności' idzie jednak w, nomen omen, gwizdek, z prostej przyczyny. Dane jakie ludzie w internecie masowo publikują w postaci ocen, recenzji, felietonów, tagów, wpisów do przeróżnych katalogów są kompletnie niepowiązane i nieprzeszukiwalne.
Prosty przykład to serwisy typu quype ( http://www.qype.pl/ ) czy inne google maps, wyposażone całkiem niedawno w funkcje dodawania i oceny własnych POI (Point Of Interest - http://pl.wikipedia.org/wiki/Point_of_interest ). Wszystko to fajnie działa, ale nie ma jednego miejsca gdzie znajdę wszystkie te POI, poukładane w kategorie, nie powielające się, ze wszystkimi recenzjami internautów i tak dalej.
Podobnie wybierając hotel czy warsztat samochodowy muszę przebrnąć przez kilkanaście serwisów, gdzie dane są często sprzeczne, stare, szczątkowe i prędzej czy później tworzę sobie arkusz w google spreadsheet żeby to jakoś opanować.
Z drugiej strony, jako użytkownik wielu serwisów mam często wątpliwości - gdzie trzymać zakładki, gdzie oceniać filmy, gdzie pisać krótkie recenzje miejsc.
Wydaje się Wam to śmieszne? Ja podchodzę do tego trochę jak do charytatywnej pracy - wzbogacania zasobów informacyjnych o dane, które mogą komuś pomóc. Skoro tak nie chciałbym aby strona, której poświęcam spory kawałek mojej aktywności online, upadła, zniknęła, została opuszczona przez użytkowników etc. Niestety takiej gwarancji nikt dziś nie da - moje zbiory w delicious mogą być od jutra niedostępne, a zgromadzona przez społeczność informacja (w formie choćby folksonomicznej - http://pl.wikipedia.org/wiki/Folksonomia , oraz http://webware.palikowski.net/artykul/folksonomia - bazy danych zasobów internetowych) zaprzepaszczona. Pomijając, że jest i tak niekompletna, bo kilka podobnych serwisów zbiera ją równolegle.
Co więcej, nie widać nawet światełka w tunelu aby mogło powstać jakieś rozwiązanie tego problemu, bo zagadnienie jest rozległe, dotyka wielu branż i nauk. Co najbardziej przekichane, wymagałoby zapewne ustalenia jakiejś uberkategoryzacji, nadrzędnej taksonomii, do której każdy twórca serwisu web2.0 musiałby jakoś się wpasować i gdzie pchałby lub dawał dostęp do danych jakie zbiera.
Powstała w ten sposób baza danych (określmy ją wstępnie internetem 3.0) musiałaby być zatem rozproszona oraz zdolna do replikacji, utrzymywania jej na niezależnych serwerach, żeby nikt nie posądził operatora o malwersacje, a w wypadku jego bankructwa by nie utracić cennych danych. Jeszcze gdyby umożliwić tworzenie i utrzymywanie własnych 'widoków' czyli kwerend do takiej bazy - byłoby całkiem bosko.
To jednak nie wszystko. Zbliżonym do powyższych rozważań zagadnieniem jest nasza tożsamość i wiarygodność w sieci oraz brak konsekwencji za mijanie się z prawdą, spam czy nie przestrzeganie netykiety.
Obecnie każdy może napisać wszystko (co mieści się w ramach regulaminu danego serwisu), a więc ganić konkurencję, chwalić i pozycjonować własne biznesy. Jeśli zrobi to sprytnie, np. w rozłożeniu czasowym, za pomocą odpowiednio wynajętej grupy ludzi czy nawet zza serwerów proxy - pozostanie bezkarny.
Tutaj wydaje mi się moglibyśmy nieco bardziej optymistycznie patrzyć w przyszłość, ale tylko jeśli spełnione będą 3 warunki:
Pierwszy to potwierdzenie tożsamości wypowiadającego się internauty (podobnie jak jest ze zweryfikowanym pocztowo kontem na allegro, znowu jednak musiałaby powstać niezależna usługa dająca taką możliwość).
Następny warunek to przyznanie o wiele większej wagi komentarzom, ocenom czy wypowiedziom osób tak zweryfikowanych. Przykładowo - pod opisem noclegu czy produktu opinie osób o potwierdzonej tożsamości byłyby wyróżnione i wpływałyby w większym stopniu na ogólną ocenę produktu (tutaj zaraz powstanie rwetes że odmawiamy czegoś osobom chcącym zachować anonimowość, ale przecież weryfikacja tożsamości nie musi równać się ujawnieniu danych osobowych!).
Trzecim warunkiem do spełnienia byłaby możliwość prostego dochodzenia swoich praw przez poszkodowane podmioty, połączona z szybką procedurą ukrycia kwestionowanej treści, niezależnej oceny czy była ona kwestionowana słusznie (oraz wyciągnięcia konsekwencji widocznych w profilu obu stron, np w postaci utraconej bądź odzyskanej reputacji), oraz przywrócenia jej.
Być może ten trzeci warunek udałoby się spełnić przez mechanizmy społecznościowego weryfikowania takich sytuacji, oraz podwyższenie roli reputacji sieciowej w naszym codziennym życiu. Osoba kwestionująca treść mogłaby zażądać weryfikacji, której dokonywaliby losowo wybrani internauci (oczywiście ochotnicy, tacy internetowi ławnicy), a jeśli wynik byłby niezadowalający którąś ze stron mogłyby spotkać się w sądzie.
Podniesienie roli reputacji sieciowej widziałbym jako możliwość pokazania wybranej osobie (np. potencjalnemu pracodawcy, grupy jakiegoś projektu, czy nawet do ogólnej wiadomości) naszych zapisów w rodzaju 'pomógł xx osobom, xx zarzutów przeciwko niemu zostało uznane za bezpodstawne, skutecznie zgłosił xx artykułów uznanych za spam lub nieprawdę' itd. Oczywiście wszystko to poparte stosownymi linkami do szczegółowych wykazów.
Powyższe pomysły i uwagi mogą wydawać się śmieszne, niepotrzebne, bądź niemożliwe do spełnienia, nie tylko w Internecie 3.0 ale i 5.0. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób popuka się w czoło i powie 'Internet ma być wolny, anonimowy...'. Mimo to uważam, że anonimowość i wolność w tej formie jaką mamy dzisiaj nie służy rozwojowi samej Sieci, zaufania do niej jako wiarygodnego źródła informacji czy opinii. Nie da się na tej Sieci zbudować zdrowego społeczeństwa informacyjnego bez powielania w setkach miejsc naszych kont, budowania od nowa naszej reputacji na każdym serwisie, potykania się o spam, DzieciNeostrady i inne zachowania aspołeczne z jakimi się spotykamy na co dzień w Internecie.
A co Wy o tym sądzicie?


Co do "przeróżnych
Co do "przeróżnych katalogów są kompletnie niepowiązane i nieprzeszukiwalne." i dalszej kwestii tego, że nie ma centrum spójnej informacji odpowiem tyle - to pokazuje jak bardzo internet odzwierdziedla świat realny. W świecie realnym jest identycznie, wjeżdzając do dużego miasta nie jesteś w stanie ogarnąć wszystkich restauracji jakie tam są, nie jesteś w stanie ogarnąć tego wszystkiego i kontrolować w sposób aktualny.
Internet tak samo jak świat realny umożliwia, każdemu otworzenie własnego "poletka" na którym może robić kupę, nic nie robić lub robić biznes.
Internet to Świat'prim.
świat prim zgoda, ale
świat prim zgoda, ale dlaczego nie lepszy, bardziej uporządkowany, gdzie informacja jest zarządzalna, integralna?
to o czym piszesz byłoby prawdziwe w średniowieczu, czasy przed internetem i bazami danych to czasy wydawanych rok do roku książek telefonicznych czy panoram firm, a dziś mamy np. aktualizujące się z netu GPSy,
ja pisze o tym , że jest wiele firm zbierających dane - tak do gpsów jak i w serwisach typu zumi czy pf, czy nawet rekomendujących usługi i sklepy,
ta sama praca zamiast być wykonana raz jest robiona wiele razy
nadal uważam, że docelowo nie ma to sensu i tylko jeszcze nie znalazł się mądry który wykoncypuje jak zorganizować to z głową :)
Przy okazji omawiania
Przy okazji omawiania "semantycznego tortu" w artykule na "Szkole Web 3.0" wspominałem właśnie, że to czego jeszcze nie dostarczono w ramach Web 3.0 / Semantic Web to ostatnie 3 warstwy tortu (nie licząc UI). http://www.semanticschool.com/2009/09/semantyczny-tort/
Tak więc to co piszesz jest w planach - ale pewnie jeszcze trochę zajmie. I może będzie to właśnie Web 5.0?